poniedziałek, 13 listopada 2017

Kryształ Soldenu

2. Rada Światów

   Czekała, siedząc wyprostowana na zdobionym krześle. Założyła nogę na nogę i objęła kolano dłońmi. Tylko delikatny ruch stopy zdradzał, że dziewczyna się niecierpliwi. Chciała już wrócić do pałacu, ale musiała być tutaj, czekać, aż ją zawołają. Izis westchnęła; niezbyt odpowiadało jej to zgromadzenie władców, zwłaszcza że w pomieszczeniu rozlegały się przytłumione przez ścianę niespokojne głosy. Najwyraźniej prowadzono dyskusję o czymś bardzo ważnym.
   Parę kroków od księżniczki stała jej służka. Co chwilę rozglądała się swoimi chabrowymi oczami. Wiadomym było, że nieczęsto zwykli ludzie bywali wśród tych wszystkich wysoko urodzonych z innych planet, jednak pracując w pałacu powinna chociaż trochę przywyknąć do obecności arystokracji. Tymczasem zachowywała się jak nowicjuszka.
   Kiedy zauważyła, że Izis się jej przygląda, podskoczyła lekko.
   — P-pani, wybacz mi to rozkojarzenie...
   — Sekiny, skup się wreszcie! — zbeształa ją, marszcząc nosek. — To nie czas i miejsce na rozkojarzenie. Przynosisz wstyd pałacowej służbie.
   Sekiny spuściła smutno głowę i splotła dłonie. Księżniczka w końcu odwróciła wzrok, skupiając się na słowach wypowiadanych za ścianą. To, co tam się działo, było o wiele ciekawsze od służki. Izis nie uważała jej za kogoś, na kogo warto zwrócić uwagę. Nie wyróżniała się niczym; dziewczyna nieco bardziej przy kości, nosiła skromne ubrania, jak przystało na usługującą osobie pokroju czarodziejki. Jasne, do pewnego stopnia powinna ją szanować, lecz bez przesady.

sobota, 30 września 2017

One Shot

The Thief and the Mischief


Ratified by one hundred and seventeen countries the Accords placed the Avengers under the UN authority and provided a framework for the registration and monitoring of all enhanced individuals.
***
   “We knew this was gonna happen sooner or later. Earth? The safe place? Are you kidding me?” Izis sat with frustration on a chair and hid her head in her hands. “Place with freedom?”
   “It was the safe place. Until the Battle for New York.” The girl with purple fringe whispered. She was so upset about the Sokovia Accords, so she clenched her fists. “Then aliens invaded Earth and now people are scared that persons with powers will do worse and worse damages.”
   “What are we going to do?” Finally asked white-haired Izis looking at her with resignation. “Laura, we can't stay here forever. Sooner or later humans are going to find out that we're not one of them. God, we're not even Inhumans or mutants. This is bad, this is so bad.”
   “To be honest, I have no bloody idea, my friend. But I'm going to figure something out.” Said Laura and stand up. “I'm going on a walk. Be right back!” Announced girl and, before she left their hideout, she added: “I'm sure if we stay with S.H.I.E.L.D., they'll help us.”
   “They will help you, 'cause you're one of them. And I'm not.” Whispered Izis without hope.

piątek, 1 września 2017

Kryształ Soldenu

1. Dwie planety

   — Przepraszam, przepraszam! Przepraszam! — mamrotała tak cicho, że ktoś mógłby posądzić ją o rozmawianie ze sobą. Wciąż przepychała się wśród tłumu na chodniku. Akurat teraz najwięcej osób postanowiło wyjść ze swoich domów. Czy ci wszyscy ludzie nie widzieli, że ona się spieszy? Już prawie się spóźniła na umówione spotkanie.
   Nastolatka sapnęła z irytacją, widząc, że nic nie wskóra, mimo to nadal automatycznie mamrotała to samo słowo. Co najwyżej zarobiła wymowne spojrzenia typu: "Spieszy ci się? Ups, jaka szkoda. Też mam pilne zajęcia." Miło, no naprawdę miło z ich strony. A nie, wróć, sarkazm w myślach mi nie wychodzi. A jednak mogłam uwinąć się szybciej. W końcu zrezygnowała z ciągłych przeprosin i po prostu lawirowała między ludźmi, co jakiś czas pomagając sobie łokciami. Teraz w dodatku słyszała wypowiedzi o tym, jaka to młodzież jest niewychowana. Wzruszyła ramionami. Ludziom nie dogodzisz, a cel uświęca środki.
   Nagle przystanęła, widząc kątem oka coś podejrzanego. Zreflektowała się i ruszyła dalej, jak gdyby nic. Mimo wszystko miała jakieś szanse zgubić ich w tłumie, jeśli się nie pomyliła. I nie przeszkodzi jej w tym nawet fioletowa grzywka. Przycisnęła mocniej torbę, jakby to od niej zależało życie nastolatki. Zacisnęła zęby, uświadamiając sobie, że w ten sposób tylko wzbudzi podejrzenia. Przełożyła ją więc na drugie ramię, zakrywając plakietkę z imieniem. Uśmiechnęła się pod nosem. Równie dobrze mogła pożyczyć ją od koleżanki, która nazywała się Laura.
   Zwolniła kroku, nie było sensu się spieszyć. W ten sposób wzbudzała tylko więcej podejrzeń, niż idąc spokojnie. Zapewne i tak ją już zauważyli, więc co jej szkodzi spróbować? Była już prawie na miejscu, teraz nie było sensu kluczyć i zmieniać milion razy trasę. Może im się już znudziło? Nie miała jednak na to zbytnio nadziei.

niedziela, 14 maja 2017

One Shot

Happy B-day!

Z dedykacją dla Lunaris
We współpracy z Nami&Catty
Korekta: Ignisa

  Nawet nie zauważyłam, kiedy to wszystko się na dobre rozkręciło. Mieliśmy tylko zrobić jakieś rysunki dla Luny, życzenia, a skończyło się na tym, że wszyscy przyszli do mnie i to tu mieliśmy ustalić to, co dla niej zrobimy.
   - No to może jakieś... nie wiem, pudełko z jej ulubioną postacią? - Podsunęłam pomysł.
   - A wiesz chociaż jak się nazywa? - Ignisa popatrzyła na mnie, rozbawiona.
   - Nie jestem aż taką stalkerką, wypraszam sobie! - Wyrzuciłam ręce do góry, po czym opadłam na fotel. - Nawet nie wiem, co mamy robić, gdzie iść! Kompletnie nie mam pomysłu, możecie mnie od razu zabić, będzie szybciej.
   - Wykrzyknik-kill-Deiriss - zarechotała Nama.
   Sięgnęłam po poduszkę i zatopiłam twarz w miękkim materiale.
   - Dziękuję, na was zawsze można liczyć.
   Wyprostowałam się. Poduszkę położyłam sobie pod plecy, po czym sama wygodnie usadowiłam się na poręczach fotela. Wpatrywałam się w dziewczyny. Nama patrzyła w sufit, Ignisa przeglądała milion notatek, a Akala... jak to Akala, patrzyła, czy w moim pokoju na pewno nie ma żadnych Pokemonów.
   - Z tego, co wynika, to jej ulubione anime to Fullmetal Alchemist - odezwała się w końcu Ignisa.
   - Aaa. Ta to ma gust. - Akala uniosła wzrok znad telefonu. - To kupcie jej coś fajnego.
   Nama poderwała się z miejsca i rozejrzała się po pokoju.
   - Słuchajcie! - krzyknęła. - Mam świetny pomysł!

wtorek, 25 kwietnia 2017

Sekret Pamięci

4. Poszukiwania nieznanego

   - No, gotowe. - Ford otrzepał ręce od pyłu, jednocześnie podnosząc się z kolan. Stęknął lekko, gdy już w końcu mógł się wyprostować. Takie wyprawy chyba stawały się dla niego zbyt wielkim wysiłkiem. - To już ostatni moduł.
   Puknął palcem we wbitą z ziemię maszynę. Wyłonił w ten sposób panel sterowania dziwnego drągu. W sumie jednego z sześciu, które rozmieścili po obwodzie koła. Klikał coś szybko, wprowadzając polecenia. Stojący nieopodal Dipper już trochę temu zrezygnował z prób odgadnięcia, do czego służą urządzenia, a teraz patrzył w ekran tabletu, na którym pojawiały się dane wprowadzane przez staruszka.
   - Dlaczego tam po prostu nie wejdziemy? - zapytał, przecierając podkrążone oczy. - Oszczędzilibyśmy czas i szybciej wrócili na wyżerkę. Mabel mówiła, że zrobi dzisiaj naleśniki.
   Wujek spojrzał na niego szybko. Pomyślał, że chłopak jednak nie posłuchał jego rady, siedząc do późna i planując wszelkie szczegóły. Aż tak bardzo nie mijał się z prawdą. Dipper uwielbiał być drobiazgowy. Czasami z ogromnej zalety cecha zamieniała się w wadę.
   - A chcesz zginąć? - odpowiedział pytaniem na pytanie. - Te moduły wykonałem po to, by niwelowały wyładowania magiczne na polu zerowym naszego wymiaru. A przynajmniej je zmniejszyły do minimum czwartego.
   Odpowiedź zawisła w powietrzu. Jej autor liczył na jakąkolwiek reakcję, która potwierdziłaby zrozumienie przekazu, a tymczasem nic takiego nie nastąpiło. Naukowiec westchnął, widząc niepewną minę krewnego. Ciągle zapominał, jak niewiele Dipper wiedział o sprawach naukowo-magicznych. Mimo ciągłej ciekawości, młodzieniec doświadczył jedynie wierzchołka góry lodowej, jaką były tajemnice anomalii, a także samej magii. Ten świat, był czymś więcej, niż wydawało się to na pierwszy rzut oka.

czwartek, 6 kwietnia 2017

One Shot

I tak zawsze będą nienawidzić

   Śnieg padał tak gęsto. O wiele za gęsto, by ktokolwiek normalny wychodził o tej porze z domu. Wszyscy pochowali się w ciepłych wnętrzach budynków, wcześniej wołając swoje pupile, więc nawet i one nie szlajały się po ulicach. Czasami tylko szosą jechał pojedynczy samochód. Zmierzch zapadł już dawno, ale światło lamp przegrywało z masą śniegu.
   Brnęła przez tę zamieć, tak przeraźliwie samotna w tym wszystkim. Pragnęła odpocząć, ale musiała, musiała biec. Mroźne powietrze wypalało jej płuca, a w dodatku miała potworną kolkę. Oddech ulatywał ku niebu. Tak bardzo chciała rozwinąć skrzydła i unieść się, lecz dosyć już kłopotów miała przez magię.
   To było tylko jedno, maleńkie zaklęcie. A oni wszyscy zachowują się jakby co najmniej prezydenta porwała. Co kogo obchodziło, że uratowała tamtych ludzi?
   Usłyszała za sobą warkot samochodu. Serce prawie stanęło dziewczynie w piersi. To oni! Dziwne jednak było, że przez opady przebijał się dźwięk wyłącznie jednej maszyny. Żadnych Quinjetów? Jakim cudem? Słyszała o poszukiwaniach tych całych Nieludzi. W jej przypadku była jedna, zasadnicza równica: nie była w żadnym calu mutantką.
   Miała całe życie przed sobą, w końcu szesnaście lat to nie tak dużo, prawda? Bała się, a jakże. Wiedząc, że są coraz bliżej, w panice przypadła do drzwi jakiegoś domu, waląc w nie z rozpaczą. Jej twarz wykrzywił grymas strachu, jak na złość nikt nie otwierał, chociaż widziała światła na piętrze domostwa.