poniedziałek, 19 lutego 2018

Kryształ Soldenu

6. Kłamstwa i kłamstewka

Teraz naprawdę znalazła się w sytuacji bez wyjścia, przeklinając w myślach swoje obecne położenie. Jakże zabawnie się złożyło. Ona, która zapewniała, że ze wszystkim sobie poradzi, utknęła w laboratorium na jakimś wygwizdowie bez możliwości ucieczki. Jakby tego było mało, właśnie jakiś gościu wszedł do środka, gotowy do strzału, a za nim czaił się cały oddział terrorystów.
Miała tyle myśli, a nie wiedziała, co zrobić. Zrobiwszy krok do przodu, jak w zwolnionym tempie sięgnęła po broń...
I wtedy wszystko zmieniło się o sto osiemdziesiąt stopni. W jednej chwili stała, patrząc na mężczyznę, a po paru sekundach z impetem uderzyła o podłogę, w dłoni wciąż kurczowo trzymając pistolet. Spodziewała się, że lada moment ktoś jej go wyrwie, przy okazji wykręcając ręce. Otworzyła powoli oczy, dopiero teraz zdając sobie sprawę z tego, że je zamknęła przez nagły rozbłysk światła.
Przeraźliwy pisk przeszył jej boleśnie bębenki uszne, przez co skuliła się i przykryła jedno ucho dłonią, ale nic to nie dało. Syknąwszy z bólu, wyjęła prędko słuchawkę. Pocierała jedną ręką policzek, licząc, że to coś zmieni. Nagłe urwanie sygnału nie było przyjemne.