czwartek, 3 maja 2018

Kryształ Soldenu

7. Zaczyna się zabawa


Lot helikopterem był dla niej czymś całkowicie nowym i niespotykanym. Musiała mieć słuchawki na uszach, połączone z systemem komunikacji, więc była skazana na słuchanie rozmowy Matthewa i Raymonda. Brzmieli jak starzy kumple. Nawet wyglądali podobnie.
Tylko tego jej brakowało; takich dwóch Matthewów utrudniających jej życie. W końcu jednak zmęczenie dało o sobie znać i ostatnie, co pamiętała, to był prowizoryczny opatrunek.
Za który oczywiście dostała kazanie od Yvonne. Oczywista oczywistość. Przecież mogła się tego spodziewać. Pozostało jej zacisnąć zęby i dać się opatrzyć. Wiedziała przecież, że kobieta się martwiła ich stanem zdrowia.
Pani naukowiec była niepocieszona, widząc już w samolocie dwójkę rannych agentów. Rozumiała potrzebę zatamowania krwawienia, ale to nie zmieniało faktu, że ona zrobiłaby to inaczej. Bardziej sterylnie.
— Czy wyście całkiem poszaleli? Używać byle jakiego fartucha, na który mógł się wylać jakiś alkohol?! Taki dekanol przykładowo! — irytowała się kobieta, wyrzucając to z siebie na jednym wdechu, jednocześnie opatrując zranienia. Jej biologiczno-chemiczny perfekcjonizm doszedł do głosu. — To nie etanol, żeby szybko wyparował.