piątek, 26 stycznia 2018

Kryształ Soldenu

5. Kryształowa sieć

Iolesti nawet z kosmosu wyglądała niezwykle, a przynajmniej tak uważała Izis, patrząc na nią przez szybę Yesiqetrum. Nie bez powodu nazywano ją szklaną planetą. Z tej odległości naprawdę wydawało się, że cała jest wykonana właśnie z tego materiału. Nawet powietrze połyskiwało w świetle Fohei, głównej gwiazdy układu.
Kadłub drżał lekko, gdy statek zbliżał się nieuchronnie do swojego celu. Księżniczka spojrzała kątem oka na siedzącego przed nią pilota. Opierała się w milczeniu o fotel Kolena, doskonale wiedząc, że za chwilę będzie musiała usiąść, bo nigdy nie wiadomo było, jakie będzie lądowanie. Wejście w atmosferę mogło być zarówno delikatne, jak i straszliwie gwałtowne, gdyby wpadli w gęstsze powietrze.
Rodzinna planeta jej babci słynęła właśnie z takich anomalii w termosferze. Podobno był to efekt jakiegoś dawno rzuconego zaklęcia, które nie zadziałało, jak powinno. Albo wręcz przeciwnie: taki był jego cel. Izis osobiście uważała, że po prostu naturze się coś pomieszało, więc zespoliła się z magią. Ale kto to tam wiedział? Wszystko to miało miejsce wiele lat temu i nawet najstarsi z mieszkańców nie pamiętali początku tej historii. Po prostu anomalia towarzyszyła im przez cały czas. Nie wpływała jakoś znacząco na ich życie, jako że nie dotyczyła ich bezpośrednio. Bywała uciążliwa tylko wtedy, gdy ktoś chciał podróżować na inną planetę.

sobota, 6 stycznia 2018

Kryształ Soldenu

4. Wszędzie misje

    Laurę zaskoczyło nieprzyjemne uczucie, które kiełkowało w niej, od kiedy tylko opuściła park. Obejrzała się za siebie, ale Marta już też nie siedziała bezczynnie na ławce, tylko pognała do domu się przebrać. Nastolatka przygryzła wargę, wędrując prędko wzdłuż ulicy. Jednocześnie chciała i nie chciała być w skórze przyjaciółki. Laurę zżerała od wewnątrz piekielna wręcz zazdrość, że to blondynka, a nie ona, doświadczyła spotkania z innym gatunkiem. Z drugiej strony jednak nikt od dawna już nie widział takich mieszkańców Ziemi, co było więcej niż niepokojące.
   Dziewczyna westchnęła głęboko. Była fatalną przyjaciółką. Powinna szukać jakiegoś rozwiązania, zamiast zastanawiać się, jakby to było, gdyby zamieniły się miejscami. Pogrążyła się w myślach, nawet nie zauważając, kiedy dotarła do niewielkiej restauracyjki, w której sobie dorabiała. Dopiero w chwili przekroczenia progu zorientowała się, gdzie jest. Nie pamiętała nawet momentu wysiadania z autobusu, a co najważniejsze, nie orientowała się, w którym momencie do niego wsiadła. Jednak wciąż była rozkojarzona, jakby zupełnie nie przywiązywała wagi do tego, co robiła. Automatycznie wymamrotała przywitanie i pomaszerowała na zaplecze, gdzie stał wesoły rządek srebrnych szafek. Przez chwilę zastanawiała się, co robi w szkole, ale w końcu wzruszyła ramionami.
   Mechanicznie zostawiła swoją sportową torbę, biorąc ze sobą tylko telefon i portfel wraz z ciemnym, skórzanym etui. Nigdy nie wiadomo, kiedy przyda się jej odznaka, a zawsze może ją schować w kieszeni fartucha i nikt się nie zorientuje. Gorzej by było, gdyby ją w nim zostawiła po skończeniu pracy. Rozejrzała się nieprzytomnym wzorkiem po sali. Jasne ściany dawały wrażenie, że w środku było jeszcze milej niż na zewnątrz. Na ścianach wisiało kilka zdjęć pobliskiego parku oraz wybrzeża, a zasłony nieco zmniejszały siłę zabójczych promieni słonecznych. Na sali stały w róznych odstępach stoliki z ciemnego drewna.