czwartek, 3 maja 2018

Kryształ Soldenu

7. Zaczyna się zabawa


Lot helikopterem był dla niej czymś całkowicie nowym i niespotykanym. Musiała mieć słuchawki na uszach, połączone z systemem komunikacji, więc była skazana na słuchanie rozmowy Matthewa i Raymonda. Brzmieli jak starzy kumple. Nawet wyglądali podobnie.
Tylko tego jej brakowało; takich dwóch Matthewów utrudniających jej życie. W końcu jednak zmęczenie dało o sobie znać i ostatnie, co pamiętała, to był prowizoryczny opatrunek.
Za który oczywiście dostała kazanie od Yvonne. Oczywista oczywistość. Przecież mogła się tego spodziewać. Pozostało jej zacisnąć zęby i dać się opatrzyć. Wiedziała przecież, że kobieta się martwiła ich stanem zdrowia.
Pani naukowiec była niepocieszona, widząc już w samolocie dwójkę rannych agentów. Rozumiała potrzebę zatamowania krwawienia, ale to nie zmieniało faktu, że ona zrobiłaby to inaczej. Bardziej sterylnie.
— Czy wyście całkiem poszaleli? Używać byle jakiego fartucha, na który mógł się wylać jakiś alkohol?! Taki dekanol przykładowo! — irytowała się kobieta, wyrzucając to z siebie na jednym wdechu, jednocześnie opatrując zranienia. Jej biologiczno-chemiczny perfekcjonizm doszedł do głosu. — To nie etanol, żeby szybko wyparował.

poniedziałek, 19 lutego 2018

Kryształ Soldenu

6. Kłamstwa i kłamstewka

Teraz naprawdę znalazła się w sytuacji bez wyjścia, przeklinając w myślach swoje obecne położenie. Jakże zabawnie się złożyło. Ona, która zapewniała, że ze wszystkim sobie poradzi, utknęła w laboratorium na jakimś wygwizdowie bez możliwości ucieczki. Jakby tego było mało, właśnie jakiś gościu wszedł do środka, gotowy do strzału, a za nim czaił się cały oddział terrorystów.
Miała tyle myśli, a nie wiedziała, co zrobić. Zrobiwszy krok do przodu, jak w zwolnionym tempie sięgnęła po broń...
I wtedy wszystko zmieniło się o sto osiemdziesiąt stopni. W jednej chwili stała, patrząc na mężczyznę, a po paru sekundach z impetem uderzyła o podłogę, w dłoni wciąż kurczowo trzymając pistolet. Spodziewała się, że lada moment ktoś jej go wyrwie, przy okazji wykręcając ręce. Otworzyła powoli oczy, dopiero teraz zdając sobie sprawę z tego, że je zamknęła przez nagły rozbłysk światła.
Przeraźliwy pisk przeszył jej boleśnie bębenki uszne, przez co skuliła się i przykryła jedno ucho dłonią, ale nic to nie dało. Syknąwszy z bólu, wyjęła prędko słuchawkę. Pocierała jedną ręką policzek, licząc, że to coś zmieni. Nagłe urwanie sygnału nie było przyjemne.

piątek, 26 stycznia 2018

Kryształ Soldenu

5. Kryształowa sieć

Iolesti nawet z kosmosu wyglądała niezwykle, a przynajmniej tak uważała Izis, patrząc na nią przez szybę Yesiqetrum. Nie bez powodu nazywano ją szklaną planetą. Z tej odległości naprawdę wydawało się, że cała jest wykonana właśnie z tego materiału. Nawet powietrze połyskiwało w świetle Fohei, głównej gwiazdy układu.
Kadłub drżał lekko, gdy statek zbliżał się nieuchronnie do swojego celu. Księżniczka spojrzała kątem oka na siedzącego przed nią pilota. Opierała się w milczeniu o fotel Kolena, doskonale wiedząc, że za chwilę będzie musiała usiąść, bo nigdy nie wiadomo było, jakie będzie lądowanie. Wejście w atmosferę mogło być zarówno delikatne, jak i straszliwie gwałtowne, gdyby wpadli w gęstsze powietrze.
Rodzinna planeta jej babci słynęła właśnie z takich anomalii w termosferze. Podobno był to efekt jakiegoś dawno rzuconego zaklęcia, które nie zadziałało, jak powinno. Albo wręcz przeciwnie: taki był jego cel. Izis osobiście uważała, że po prostu naturze się coś pomieszało, więc zespoliła się z magią. Ale kto to tam wiedział? Wszystko to miało miejsce wiele lat temu i nawet najstarsi z mieszkańców nie pamiętali początku tej historii. Po prostu anomalia towarzyszyła im przez cały czas. Nie wpływała jakoś znacząco na ich życie, jako że nie dotyczyła ich bezpośrednio. Bywała uciążliwa tylko wtedy, gdy ktoś chciał podróżować na inną planetę.

sobota, 6 stycznia 2018

Kryształ Soldenu

4. Wszędzie misje

    Laurę zaskoczyło nieprzyjemne uczucie, które kiełkowało w niej, od kiedy tylko opuściła park. Obejrzała się za siebie, ale Marta już też nie siedziała bezczynnie na ławce, tylko pognała do domu się przebrać. Nastolatka przygryzła wargę, wędrując prędko wzdłuż ulicy. Jednocześnie chciała i nie chciała być w skórze przyjaciółki. Laurę zżerała od wewnątrz piekielna wręcz zazdrość, że to blondynka, a nie ona, doświadczyła spotkania z innym gatunkiem. Z drugiej strony jednak nikt od dawna już nie widział takich mieszkańców Ziemi, co było więcej niż niepokojące.
   Dziewczyna westchnęła głęboko. Była fatalną przyjaciółką. Powinna szukać jakiegoś rozwiązania, zamiast zastanawiać się, jakby to było, gdyby zamieniły się miejscami. Pogrążyła się w myślach, nawet nie zauważając, kiedy dotarła do niewielkiej restauracyjki, w której sobie dorabiała. Dopiero w chwili przekroczenia progu zorientowała się, gdzie jest. Nie pamiętała nawet momentu wysiadania z autobusu, a co najważniejsze, nie orientowała się, w którym momencie do niego wsiadła. Jednak wciąż była rozkojarzona, jakby zupełnie nie przywiązywała wagi do tego, co robiła. Automatycznie wymamrotała przywitanie i pomaszerowała na zaplecze, gdzie stał wesoły rządek srebrnych szafek. Przez chwilę zastanawiała się, co robi w szkole, ale w końcu wzruszyła ramionami.
   Mechanicznie zostawiła swoją sportową torbę, biorąc ze sobą tylko telefon i portfel wraz z ciemnym, skórzanym etui. Nigdy nie wiadomo, kiedy przyda się jej odznaka, a zawsze może ją schować w kieszeni fartucha i nikt się nie zorientuje. Gorzej by było, gdyby ją w nim zostawiła po skończeniu pracy. Rozejrzała się nieprzytomnym wzorkiem po sali. Jasne ściany dawały wrażenie, że w środku było jeszcze milej niż na zewnątrz. Na ścianach wisiało kilka zdjęć pobliskiego parku oraz wybrzeża, a zasłony nieco zmniejszały siłę zabójczych promieni słonecznych. Na sali stały w róznych odstępach stoliki z ciemnego drewna.